
JAN KAJFOSZ
Czym jest dyskurs i jak kształtuje naszą rzeczywistość?
O dyskursie chciałbym mówić w znaczeniu zwyczajowych i konwencjonalnych sposobów mówienia, które rzutują na sposoby myślenia i postrzegania świata. Dyskurs stworzony jest w tym rozumieniu przez związki znaczeniowe, które w codziennym języku, a poprzez to w świadomości, utrwalają się przez swoją powtarzalność w tych samych kontekstach.
Dyskurs równoznaczny jest z systemem komunikacyjnych przyzwyczajeń, czy też nawyków językowych, które rzutują na wiedzę potoczną jego użytkownika i to w taki sposób, że dane przyzwyczajenia, nawyki przekładają się na określony sposób postrzegania, rozumienia i odruchowego wartościowania świata. Dyskursy stwarzają dla ludzi tzw. ramy referencyjne, czyli układy odniesienia wszelkich komunikatów. W ten sposób przyzwyczajenia językowe stają się narzędziem społecznego konstruowania świata.
Myślimy obrazami, nie definicjami
Pojęcie dyskursu na pierwszy rzut oka mogłoby się wydać małowymierną propozycją teoretyczną, z której praktycznie nic nie wynika. Nic bardziej mylnego, jeśli zauważyć, że ludzie na planie swego życia codziennego nie myślą za pośrednictwem definicji, lecz obrazów. Taki obraz, jeśli przez słowo przywoływany jest do świadomości odpowiednio często w tych samych kontekstach, zaczyna funkcjonować jako skrót obiegowej opowieści.
Każde słowo przywołuje na myśl jakiś ciąg skojarzeń w postaci obrazów. Jeden obraz przywoła na myśl inny obraz, a ten jeszcze inny. Wszystkie razem ułożą się w niewypowiedzianą opowieść. Umberto Eco pokazał to kiedyś na przykładzie słowa „ryba”, której skojarzeniowa otoczka jest skrótem opowieści o rybie złowionej do sieci przez rybaka. Jednym z jej wariantów jest bajka o złotej rybce, jeśli jest wśród uczestników dyskursu powszechnie znana.
Gdzie indziej socjolodzy Peter Berger oraz Thomas Luckman mówią znowu o scenariuszu uruchamianym w świadomości przez konstrukcję „konflikt z teściową”. Jak tylko padną takie słowa, odbiorca komunikatu z góry wie, kto jest wszystkiemu winien i dlaczego. Na ewokowaniu podobnych scenariuszy polega właśnie władza języka nad umysłem. Padające słowa nie uruchamiają w świadomości żadnych definicji, tylko scenariusze stworzone przez różnego rodzaju opowieści. Przez plotki, pogłoski, dowcipy albo też historie kryjące się w gatunkach komunikacji medialnej.
Magia słowa: Expat czy emigrant?
Słowa to zatem swego rodzaju etykietki, które odzwierciedlają doświadczaną rzeczywistość, a jednocześnie ją konstruują, czyli modelują, kształtują. Wynika z tego, że przez sam dobór słów można kształtować doświadczenia odbiorców naszych komunikatów – słuchaczy, czytelników, widzów. I to jeszcze zanim zaczniemy snuć jakiekolwiek opowieści lub kogokolwiek o czymkolwiek przekonywać.
Jeszcze zanim przeczytamy na opakowaniu, z czego składa się na przykład jogurt Activia, już wiadomo, że kto go spożywa, będzie pełen siły i wigoru. Na tym właśnie polega swoista magia słowa. Jeśli na pudełku z twarożkiem zamieścimy napis ‘protein’, z góry będzie wiadomo, że to idealny pokarm dla sportowców i nie ma żadnego znaczenia, że białko zawarte jest w każdym twarogu.
Nie jest bez znaczenia, czy ten sam produkt nazwiemy cytrynką, albo roztworem kwasu cytrynowego. Podczas gdy pierwsza nazwa skojarzy nam się ze sokiem z cytryny i z naturą, druga przywoła na myśl chemię i substancje potencjalnie trujące.
Tego samego przybysza można czasem nazwać emigrantem, a czasem ekspatem. To niby częściowe synonimy, a jednak każde słowo uruchamia w naszej świadomości zupełnie inny scenariusz. Podczas gdy ekspat wyświadcza nam wielką przysługę, bo dzięki niemu jesteśmy umiędzynarodowieni i światowi, emigrant to potencjalny sprawca kłopotów, który będzie na naszym garnuszku.
Dykurs w czasach „pierwszego rzutu oka” i postprawdy
Co to jest konotacja? To mętne zagęszczenie skojarzeń, uruchamianych przez słowo bądź inny znak na planie spontanicznych, przedrefleksyjnych doznań. Dzięki konotacjom niezborne fragmenty świata, a także słowa, układają się w sensowne całości, bez konieczności określania czy tłumaczenia logicznych zależności między nimi. Jak powiada francuski semiotyk Roland Barthes, konotacja organizuje świat bez sprzeczności.
Żyjemy w świecie, w którym pierwszy rzut oka w życiu codziennym jest decydujący. Nawet gdyby było inaczej, człowiek – jak powiada Hannah Arendt – i tak nie dysponuje nieograniczonym czasem i nie może pozwolić sobie na nieustanne, krytyczne rozpatrywanie całego zasobu swojej wiedzy. Technologicznie uwarunkowana szybkość przekazu i nadpodaż komunikatów nie stwarzają idealnych warunków do jakiejkolwiek refleksji.
Nawet komunikacja czysto werbalna opiera się w coraz większym stopniu na krótkich, chwytliwych, wyrywkowych komunikatach (tweety, posty, memy, rolki). W zalewie informacji nie ma czasu na refleksję. Spontaniczna reakcja góruje nad oglądem krytycznym. A presja na sensację i szybkie skojarzenia góruje nad logicznie poprawnym wnioskowaniem.
Do rzeczywistości, w jakiej żyjemy, pasują jak ulał znane słowa Adama Mickiewicza z ballady Romantyczność: „Czucie i wiara silniej mówią do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”. To nieomal definicja tzw. postprawdy.
Śląsk Cieszyński a Księstwo Cieszyńskie – walka o pamięć
W tym miejscu chciałbym przejść do praktycznej części swego wystąpienia. Pierwszą kwestią, nad którą chciałbym się zastanowić, są wyobrażenia i scenariusze uruchamiane przez pojęcia Śląsk Cieszyński i Księstwo Cieszyńskie.
Zarówno Księstwo Cieszyńskie, jak i Śląsk Cieszyński przywołuje na myśl ośrodek władzy i centrum kulturowe, którym jest Cieszyn. Jednak termin „Księstwo Cieszyńskie” jest doskonale oporny na zjawisko tzw. amnezji strukturalnej. Pojęcie „Śląsk Cieszyński” uległo natomiast podziałowi: po polskiej stronie oznacza przeważnie polską część terenu, a po czeskiej – w wersji „Těšínsko” – jego czeską część.
W ramach konwencji językowej hasło Śląsk Cieszyński związane jest z gminami w swoim państwie, a nie w obcym. Obojętnie z której strony by nie patrzeć, Śląsk Cieszyński znajduje się zawsze u nas, a nie gdzieś za granicą. Dane pojęcie uległo tak zwanemu banalnemu nacjonalizmowi.
Księstwo Cieszyńskie z uwagi na odniesienie do własnej państwowości (nawet jeśli historycznej), nie wpisuje się w całości ani w jedno, ani w drugie z państw, które tu razem sąsiadują. To wielka zaleta danego terminu. Pojęcie Księstwo Cieszyńskie to świetne antidotum na obrazy przeszłości kształtowane przez pryzmat różnic między etnicznie rozumianymi narodami.
Pułapka słowa „Zaolzie” w odbiorze ogólnopolskim
Teraz chciałbym porównać pojęcie „Zaolzie” z pojęciem „czeska część Śląska Cieszyńskiego”. W korpusie tekstów regionalnych „Zaolzie” odnosi się tak do terenu, jak i do zamieszkujących go ludzi. Termin ten na Śląsku Cieszyńskim pojawia się często w kontekście pozytywnym: imprez folklorystycznych, dziedzictwa kulturowego.
I tu jest pies pogrzebany. Słowo „Zaolzie” w kontekście ogólnopolskim przywołuje na myśl głównie konflikty i zaszłości. Do świadomości zaolziańskich Polaków nie dociera na razie fakt, jak bardzo w dyskursie nie cieszyńskim, lecz ogólnopolskim, słowo to obciążone jest negatywnymi konotacjami (o ile w ogóle jest znane).
W uszach przeciętnego Polaka „Zaolzie” ewokuje:
- Brak skojarzeń.
- Skojarzenia z zaszłościami historycznymi (konflikt o teren, a nie o ludzi).
- Poczucie niezręczności i odruch ucieczki od tematu.
Hasło ewokujące zaszłości historyczne to także doskonała amunicja dla hejterów. Narracje o tym, kto komu w przeszłości co odebrał, nie służą też współczesnej polskiej racji stanu, którą jest stabilizacja.
Dlaczego „Czeska część Śląska Cieszyńskiego” brzmi lepiej?
Jaka stąd może wynikać propozycja? Nie ma potrzeby unikania terminu Zaolzie na samym Śląsku Cieszyńskim. Jednak w odniesieniu do ogólnopolskiego dyskursu publicznego warto rozważyć określenie „czeska część Śląska Cieszyńskiego”.
Pozwoliłoby to złapać kilka srok za ogon:
- Uniknięcie skojarzeń z konfliktem: Zaolziańscy Polacy nie byliby kojarzeni z dawnymi sporami granicznymi.
- Przywrócenie pamięci: Przypomnienie Polsce, że ponad połowa Śląska Cieszyńskiego leży po czeskiej stronie.
- Podmiotowość: Polacy na Śląsku Cieszyńskim byli podmiotem historii (pierwszy teren niepodległej Polski po I WŚ), a nie przedmiotem gry mocarstw.
- Odbudowa wspólnoty: Odnowienie poczucia jedności ze Śląskiem Cieszyńskim w granicach Polski.
Zaolziańskim Polakom przydałoby się dyskursywne wpisanie ich w narrację sukcesu, a nie w narrację o zaszłych krzywdach.
Budowanie narracji sukcesu – wnioski
Nie jest odkryciem, że na rzecz Zaolziańskich Polaków pracuje narracja sukcesu, a nie narracja porażki. W opowieściach o współczesnych Polakach na Zaolziu w ramach ogólnopolskiego dyskursu publicznego trzeba świadomie dobierać takie pojęcia, które wpiszą ich w tę narrację.
Przywoływanie konfliktów czechosłowacko-polskich wpisuje ich raczej w narrację porażki. Tymczasem przodkowie zaolziańskich Polaków sami byli graczami i to poważnymi. Cieszyńscy Polacy, podobnie jak inne nacje w Europie Środkowo-Wschodniej, względnie szybko opanowali niemiecki wynalazek, jakim były ruchy narodowe.
Jeśli w języku czeskim hasło narodní obrození przywołuje na myśl narrację sukcesu, może warto pomnożyć wysiłki, żeby hasła takie jak „Przebudzenie Narodowe” czy „Wiosna Ludów w Księstwie Cieszyńskim” w naszych głowach tak samo ewokowały opowieść o tym, że Polakom w Cieszyńskim się udało.
Może warto by przerobić na reelsy (rolki) pamiętnik starego nauczyciela Jana Kubisza albo uwarunkowania cieszyńskiej kultury ludowej Karola Daniela Kadłubca? O tym niech rozstrzygną już ci, którzy znają się na podobnych technikach przekazu.
